środa, 1 października 2014

Od Taemin'a do Hizashi'ego

- Jasne, że nie, w końcu wolę słuchać niż sam coś mówić - odparłem lekko uśmiechając się i głaszcząc kota, który teraz się łasił.
 Czułem jak co chwile komórka mi wibruje w kieszeni, ech ten Hao nie wie kiedy przestać, może warto by było zmienić numer. Skończyło się tym, że po prostu wyjąłem z telefonu kartę, aby mieć wreszcie trochę spokoju.
- To teraz może ty coś powiesz? - zaproponował Hiza.
 Kiwnąłem lekko głową. Gdyby tak pomyśleć to miałem dużo, ale tu dużo do opowiadania jednak wolałem to jak najbardziej skrócić i pominąć niektóre szczegóły, o których wolałem nawet nie wspominać.
- Więc no moi rodzice byli po rozwodzie. Kiedy matka przestała mnie akceptować z jednego powodu, przeprowadziłem się tutaj by zamieszkać z ojcem. I tak od gimnazjum zostałem już tutaj raczej na stałe - powiedziałem najprościej jak się dało, bez owijania.
 Tyle wydawało mi się, że powinno zdecydowanie mu starczyć. Nie miałem jakoś szczególnie długiej swojej historii, jednak gdybym chciał to mógłbym przez całą noc nawijać o drobnych potyczkach czy też zmianach.
 Każdy co do jednego dnia z przed przeprowadzenia się tutaj pamiętałem bardzo dokładnie nawet jeśli tego nie chciałem.
 To co się wtedy działo w moim życiu do końca wyryło głębokie ślady w mojej pamięci.  Dobrze wy było gdyby to były dobre wspomnienia, jednak takiego, chociażby najmniejszego, nie dało się tam w żaden sposób zauważyć.

  Było już dość późno. Ciemna otchłań nocy całkowicie przyćmiła blask gwiazd i księżyca swoimi czarnymi chmurami zwiastując tej nocy burzę. Światła w domach na około zaczęły po woli gasnąć, nie tylko z powodu godziny, ale również strachu większości ludzi przed nadchodzącym nie do okiełznania zjawiskiem pogodowym.
 Z ponurych kłębów na niebie zaczęły się wydobywać pierwsze, zimne krople deszczu, którym towarzyszył to zwiększający się co raz bardziej porywczy wiatr wydając dźwięki coś na wzór cichego pogwizdywania.
 Nie licząc nawet do dziesięciu ta spokojna dotychczas  noc przemieniła się w istne monstrum. Wiatr szalał kołysząc całymi konarami drzew, a spokojny deszcz przemienił się teraz w niczym falę morską zrzuconą na całe miasto. Niebezpieczne błyski z oddali wydawały się to co raz bardziej zbliżać, nadal nienasycone szukając swojej ofiary.
 Ulice przepełniły się teraz od licznych kałurz, w których odbijały się co parę minut światła pojedyńczego samochodu śpieszącego się to co raz bardziej przed siebie niczym by zlewał się teraz z rytmem wiatru próbując przed nim uciec.
 Jeden głośniejszy huk, a następnie biała wstęga przecinająca niebo na pół tworząc teraz na chwilę głuchą ciszę. Żadne słowa nie potrafiły opisać tej zmiennej natury. Kolejny grzmot... Teraz całkowicie wszystkie światła już padły z powodu braku prądu.
 Gdzie nie gdzie w oknach tliły się małe płomyczki świec przy łóżkach nadal czujnych dalszego ciągu postaci ludzkich.
- No to chyba tyle jeśli chodzi o naszą "ładną" pogodę - westchnąłem lekko jednocześnie przerywając nieco dłuższą ciszę.
 Spłoszony kot teraz z napuszonym od strachu ogonem wtulił się w swojego właściciela podskakując to czasem słysząc kolejne uderzenie pioruna w oddali, który wydawał się być wręcz obok nich...

Hizashi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz